poniedziałek, 1 września 2014

Od Nicka - Przyjadę (C.D)

- Kuba. - westchnąłem.
- Mhm. - uśmiechnęła się i pocałowała.
Usiedliśmy do obiadu, Maciek szybko zjadł i poszedł układać lego, obiecałem mu, że później z nim pobuduję. Nie mogłem w to uwierzyć, mam brata?! Ale jak? Kiedy? No fakt, mama była grubsza niż zwykle, ale nie podejrzewał bym żeby... z zamyślenia wyrwała mnie Victoria oblewając zimną wodą ze szklanki.
- Ziemia do Nicka. - zaśmiała się.
- Jestem. - podniosłem rękę uśmiechając się.
- Nie cieszysz się że masz brata? - zdziwiła się.
- Wiesz... cieszę się. Ale nie podejrzewał bym, że mama będzie chciała jeszcze jedno. - westchnąłem. - Ale cóż, fajnie. - wzruszyłem ramionami.
- Jasne że fajnie. - pocałowała mnie.
Nagle zadzwonił do mnie telefon, po tym co się dowiedziałem, nic mnie nie zdziwi. Odebrałem, to był znów tata.
- No cześć, masz dla mnie jeszcze jakieś wieści? - spytałem przewracając oczami.
Włączyłem telefon na głośno mówiący i położyłem na stole.
- Nie. - zaśmiał się. - Wiesz jaki jest do ciebie podobny? Istny ty. - powiedział radośnie.
Victoria się uśmiechnęła ja również.
- Jak go nazwaliście?
- Ustaliliśmy z mamą, że ty wymyślisz dla niego imię. Przyjedziesz?
- No przyjadę, jutro, okey?
- Jasne. Już się nie mogę doczekać. A na ile zostaniesz?
- No nie wiem.
- Dobra, to zadzwonić do Sebastiana żeby przyleciał?
- Nie trzeba. Sam zadzwonię.
- Aha Nick, zapomniał bym. Stary samolot się rozbił więc kupiłem nowy. Taki większy, ładniejszy i czarny z czerwonymi paskami. - wyjaśnił.
- Jasne, dzięki. Na razie. - powiedziałem i się rozłączyłem.
- Lecisz ze mną? - spytałem spoglądając na nią z uśmiechem.

~~Victoria~~

Od Victorii - Jestę Medium :3(C.D)

Wyraźnie słyszałam co mówi jego tata, chociaż stałam dwa metry od Nicka. Mój skarbulek powinien się cieszyć, że ma braciszka... w końcu nie każda dusza przechodzi reinkarnacje w... bobasa.
-Skoro tak reagujesz na brata, ciekawe jak za kilka lat będziesz reagował na własne dzieci - powiedziałam podchodząc do niego i omijając potłuczony talerz.
Nick wciąż gapił się w sufit i opuszczoną koparą, którą zamknęłam małym pocałunkiem.
-Powinieneś się cieszyć - zmarszczyłam brwi, a on spojrzał na mnie i przytulił mnie podnosząc do góry.
-Wiem - powiedział.
-Chcesz do nich jechać jutro rano?  - zapytałam. - Will powinien wrócić do tego czasu, zajmie się znów Maćkiem.
Spojrzał na mnie zapewne zastanawiając się co odpowiedzieć.
-Podświadomie chcesz jechać... no nie? Więc pojedziemy - powiedziałam i uśmiechnęła się. - A tak przy okazji.. jak miał na imię twój brat? Ten... co ci łamał kości..
-Nie mówiłem ci?
-No... nie...

Nick?

niedziela, 31 sierpnia 2014

Od Nicka - Potłuczony talerz (C.D)

Cieszyłem się, że Victoria będzie ze mną spała. Ta cisza, która jest w nocy i słychać to pipanie od tego czytnika serca czy czegoś z sąsiedniej sali mnie przeraża. Przez to mam koszmary.
- Ja ciebie też. - pocałowałem ją w czoło.
***
Po jakimś czasie, zdjęli mi gips i wypuścili do domu. Wreszcie, miałem już dość tego wszystkiego. Ale co ważne, nie stało mi się nic poważnego, tylko złamania, otarcia itd. Gdy wróciliśmy do domu Victorii, poznałem jej brata, który po jakimś czasie wyparował z domu. Razem z moim kotełkiem przygotowywaliśmy obiad. Polędwiczki w panierce z frytkami, pycha! Gdy wszystko się upiekło, zaczęliśmy nakrywać do stołu. Wyciągnąłem z szafki talerze. Maciek pozanosił większość, a mi zostawił jeden. Z uśmiechem podniosłem go i nagle zadzwonił do mnie telefon. Odebrałem go z uśmiechem, w jednej ręce trzymając talerz.
- Cześć Nick tu tata. - powiedział radosnym tonem.
- Wiem, wyświetla mi się. - zaśmiałem się. - Co jest?
- Twoja mama jest w szpitalu. - powiedział dalej radosnym tonem.
- Ale co się stało?! - uśmiech z mojej twarzy zniknął.
Victoria przyglądała mi się uważnie.
- Masz brata Nick! Taki słodziutki. Muszę kończyć pa. - powiedział i się rozłączył.
Dalej trzymałem telefon przy uchu, a gdy usłyszałem słowa "Masz brata" kopara mi opadła i upuściłem talerz. Wzrok wbiłem w ścianę i ani drgnąłem.

~~Victoria~~

Od Victorii - Krwawa masakra 2 (C.D)

Maciek został w domu razem z moim bratem, który przyjechał godzinę wcześniej.

***

-W takim razie masz najseksowniejszy strój ze wszystkich pacjentów - posłałam mu uśmiech i wróciłam do jego ''pokoju''. - Będę dziś spała z tobą skarbie - powiedziałam. - Nie opuszczę cię przecież, teraz ledwo wytrzymałam w domu do wieczora.
-Mrrr - zamruczał.
-Powinieneś się położyć - powiedziałam. - Tylko może z ciągnij swój strój, będzie ci wygodniej.
Westchnął, ale się rozebrał zostając w koszulce i bokserkach po czym wszedł pod kołdrę.
Wzięłam jego ubranie i powiesiłam na wieszaku.
-Naczynko ci w oku pękło - powiedziałam.
-Zaraz... co?
-Masz połowę białka czerwoną - wyjaśniłam. - Za dwa dni ci przejdzie, tacie też tak kilka razy pękło.
Podeszłam do małego kranu przy ścianie i lekko zmoczyłam wodą ręcznik papierowy po czym wróciłam do Nicka i zaczęłam oczyszczać mu twarz z zaschłej krwi.
Gdy skończyłam czerwony od krwi ręczniczek wywaliłam do kosza.
-Już nie wyglądam jak krwawy potwór? - zapytał.
-Już nie - powiedziałam. - Mój potworku z pod łóżka.
Gdy wybiła dwudziesta druga położyłam się obok Nicka ( jego łóżko szpitalne było dość duże).
-Kocham cię misiaczku - pocałowałam go.

Nick?

piątek, 29 sierpnia 2014

Od Nicka - Ten struj to syf xD (C.D)

Uśmiechnąłem się. I spojrzałem na dziewczynę.
- Bałaś się, że mnie stracisz? - podniosłem rękę w gipsie. - Przez ten wypadek, zacząłem zastanawiać się po co ja ci jestem. - westchnąłem.
- Jak to po co misiu? - zrobiła duże oczy. - Przecież wiesz, że jesteś mi bardzo potrzebny. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym cię straciła. - powiedziała.
- Cieszę się. - uśmiechnąłem się.
Victoria musiała już iść. Ale obiecała że zajrzy wieczorem. Po piętnastu minutach, poczułem się samotny. Nigdy nie lubiłem szpitali, oglądałem zawsze taką bajkę, że w szpitalach zjadają tych, których się nie da uratować. Nienawidzę siedzieć bezczynnie i nic nie robić. Wziąłem głęboki oddech i wstałem. Trochę mnie zabolało, ale nie bardzo. Podparłem się o łóżko i poszedłem dalej. Na korytarzu, zobaczyłem doktorka.
- A pan snowboardzista gdzie się wybiera? - uśmiechnął się.
- Do toalety. - powiedziałem pierwszą lepszą rzecz, która wpadła mi do głowy.
Tak jak powiedziałem, poszedłem do ubikacji. Na sobie miałem strój od crossa, był nieco brudny więc trochę go umyłem wodą z umywalki. Zacząłem się przechadzać po całym szpitalu. Gdy był wieczór, tak jak mój kotełek obiecał, przyszedł.
- Nie w łóżku? - spytała pochodząc do mnie.
- Nie chce mi się leżeć.
- A nie powinienieś mieć takiego stroju szpitalnego?
- Proszę cię. - przewróciłem oczami. - Ten struj to syf. - uśmiechnąłem się i załapałem ją za rękę, lekko przyciągając do siebie.

~~Victoria~~

Od Victorii - Krwawa masakra(C.D)

Razem z Maćkiem pojechaliśmy do szpitala. Doktorek nie chciał nas wpuścić, ale mój kuzyn powiedział, że jestem złym potworem z pod łózka i go zjem jeśli nas nie przepuści. Doktorek ustąpił, aj a z Maćkiem weszliśmy do środka.
-On śpi? - zapytał.
-Jak widać - odparłam.
Maciek zaczął piszczeć, że chce wyjść. Nigdy nie lubił krwi... nawet jej zapachu. Zaprowadziłam go do pokoju dla dzieci ( był tam ''strażnik'' pilnujący by dzieciaki nie pouciekały) i wróciłam do ukochanego.
-Gdy byłam kaskaderką nawet się tak nie poobijałam jak ty, Misiu - powiedziałam siadając na krześle przy łóżku.
Nachyliłam się i pocałowałam go, a on otworzył oczy po godzinie.
-Ałć - jęknął. - G'gdzie Maciek?
 -Przestraszył się... nie lubi krwi - powiedziałam.
-Oł....
-Po drodze spotkałam doktorka... powiedział, że masz trzy skręcenia, dwa złamane palce i złamanie gałązkowe w i ramieniu.
-Oprócz tego wiele ran - dodał posępnie.
-I nadwyrężone mięśnie - posłałam mu słaby uśmiech. - Ale stan stabilny.
 -Z@jebiście - powiedział.
Nachyliłam się i pocałowałam go.
-Kocham cię misiek - powiedziałam. - Bałam się, że cię stracę.

Nick?

Od Nicka - "Docenisz dopiero wtedy, gdy to stracisz" (C.D)

- Potworze ty. - zaśmiałem się i ponownie pocałowałem. - Co dziś będziemy robić?
- Nie wiem, liczyłam że będą rodzice i zajmą się Maćkiem. A my będziemy mieli chwilę dla siebie.
- Tak to jest z dziećmi. - zaśmiałem się i znów pocałowałem.
- Misiu, mógł byś pojechać po chlebek bo nie ma? - spytała robiąc słodkie oczka.
- Jasne kotełku. - uśmiechnąłem się i pocałowałem.
Przebrałem się w strój od crossu i wyjechałem z garażu. Gdy wracałem zatrzymałem się na światłach niedaleko domu Victorii. Usłyszałem pisk opon a po chwili jakiś samochód wjechał mi w tył motoru. Upadłem na rękę i parę razy przeturlałem się po jezdni, na dodatek ten sam samochód, jeszcze mnie puknął tak, że zrobiłem kolejnego fikołka. Czułem okropny ból, wszędzie. Usłyszałem jeszcze jak ktoś do mnie podbiega i jak wykręca numer na telefonie. Po jakiś dziesiąciu minutach cierpienia, usłyszałem również pogotowie. Jeden z lekarzy zdjął mi gogle wtedy, ujrzałem niebieskie niebo, a gdy odwróciłem wzrok i zdjęli mi kask, lekarza. Ale był za mgłą. Podnieśli mnie powoli i nakierowali na karetkę. Przed wejściem zrobiło mi się słabo i upadłem na ziemię. Oparli mnie o auto i założyli maskę, dzięki której dostałem tlenu. Rozglądałem się na boki, oczy same mi się zamykały. Usłyszałem głos lekarza, który mówił żebym nie zamykał oczy ponieważ mogę umrzeć. Ja nie chcę umierać, nie mogę zostawić Victorii samej, choć nie jest zupełnie sama, ma kochającą rodzinę. Tak właściwie po co ja jej, jestem potrzebny? Pewnie by za mną nie płakała. Mógł bym spotkać się z bratem. Odchyliłem głowę do tyłu a gdy spojrzałem w lewo, zobaczyłem brata. Z oczu, poleciały mi łzy. Gdy mówił rozciągało się echo, które utkwiło mi w głowie. "Nie, niee odchodź, odchodź. Potrzebują, potrzebują cię rodzice, rodzice. Brat zniknął, znów nie miałem nikogo. Teraz zrozumiałem, jak bardzo mi go brak. Spojrzałem na kałużę, a w niej zobaczyłem swoje odbicie. Z oka, czoła, nosa i wargi ciekła mi krew. Spojrzałem się na rękę, była zmasakrowana i cała w krwi. Odwróciłem wzrok i znów patrzałem w nicość, zdjęli mi maskę z tlenem. Po chwili, nie wiadomo skąd pojawiła się obok mnie zapłakana Victoria. Spojrzałem na nią oczami przepełnionymi lekkimi łzami i bólem.

~~Victoria~~